Rozpoznanie: Gwiazdka [Bożoranking]

Ho, ho, ho! Święta idą, to i ranking jest! Już za chwilę, jak co roku, zasiądziemy do karpia i barszczyku, przy choince i przed telewizorem. Żaden szanujący się filmoznawca Polak, nie spędza świąt inaczej. Niektórzy z nas Ameryki nie odkrywają, inni mogą Was zaskoczyć swoimi gwiazdkowymi hitami. Zerknijcie więc, co Komando ogląda w Boże Narodzenie!

Paulina Czerniak:

Jest kilka filmów, które kojarzą mi się z okresem Świąt Bożego Narodzenia. W większości dzieje się tak za sprawą polskiej telewizji, która niemal co roku nadaje te same tytuły. Nie zamierzam jednak tworzyć listy złożonej z oczywistych typów w stylu Kevina samego w domu, bo każdy wie, że nie ma, po prostu nie ma świąt bez towarzystwa Kevina McCallistera czy Johna McClane’a ze Szklanej Pułapki.

Zacznę więc od propozycji, która w swojej treści ze świętami ma niewiele wspólnego. W te kilka świątecznych dni, wolnych od pracy, ale nie wolnych od, wspomnianych wcześniej, corocznych powtórek w telewizji, mój tata zwykł nadrabiać zaległości filmowe. Najczęściej znajduje on jeden dzień, w którym po prostu nie odrywa się od ekranu jeśli nie musi, a ja często chętnie mu w tym rytuale towarzyszę. Podczas pierwszego takiego maratonu obejrzeliśmy wspólnie trylogie Władcy Pierścieni. I choć ta ekranizacja mogłaby pojawić się w wielu moich prywatnych, wspominkowych rankingach, to właśnie z Bożym Narodzeniem najbardziej mi się kojarzy. Żadne słowa pochwały nie są w stanie oddać w pełni niezwykłości tego widowiska, które (mimo już prawie piętnastu lat od premiery), prezentuje się o wiele lepiej niż niedawno goszczący na ekranach kin potomek Władcy…, czyli Hobbit. Jeśli należycie do (zapewne bardzo wąskiego) grona osób, które trylogii jeszcze nie widziały, święta to idealny czas na nadrobienie zaległości.

Dla podsycenia apetytu, poniżej jeden z moich zdaniem najbardziej epickich momentów w historii współczesnej kinematografii, czyli początek bitwy o Helmowy Jar.

Drugi film, bez którego ostatnie dni grudnia wydają się szare i puste jest To właśnie miłość. W zasadzie nie przepadam za komediami romantycznymi, ponieważ wydają się zbyt schematyczne i pełne papierowych, jednowymiarowych bohaterów, ale To właśnie miłość jest zupełnym wyjątkiem, do którego zawsze z przyjemnością wracam. Być może to urok brytyjskiego kina, może zgromadzenie w obsadzie Colina Firtha, Alana Rickmana, Hugh Granta i Liama Neesona, albo po prostu niebanalna opowieść sprawia, że płyta z tym filmem pojawia się w moich rękach każdego roku w święta.

Ostatni film, o jakim muszę wspomnieć, to Opowieść Wigilijna Muppetów. Opowieść wigilijna Dickensa to dzieło bezsprzeczne kojarzone z Bożym Narodzeniem. Wielokrotnie przenoszono je na język filmu, zarówno w produkcjach przeznaczonych do kina jak i na mały ekran, ale to wersja z bohaterami jednego z najpopularniejszych dziecięcych show budzi we mnie szczególny sentyment. To jeden z tych filmów, które pamiętam z dzieciństwa. Chyba większość z was zgodzi się ze mną, że seans tej wyjątkowo pouczającej historii, okraszonej dowcipem i piosenkami w wykonaniu przesympatycznych stworków jest dobrym pomysłem na spędzenie świątecznego leniwego popołudnia.

Marika Kaiser:

Święta to dla mnie czas nadrabiania wszystkich filmowych zaległości i zalegania do późnych godzin nocnych (przeważnie raczej już porannych) przy konsoli, jednak mam kilka swoich favorite movies, do których wracam w tym okresie szczególnie często i chętnie.

Nie ma dla mnie Bożego Narodzenia bez Nightmare Before Christmas. Nie i kropka. Nie tylko dlatego, że jest to film wyprodukowany przez jednego z moich ulubionych reżyserów (i na produkcji się w tym przypadku nie skończyło, gdyż stoi niemalże za całą koncepcją tego poklatkowego arcydzieła) i dziwnym zbiegiem okoliczności opowiada właśnie o tymże święcie, ale przede wszystkim ponieważ jest to produkcja, która nadaje się na absolutnie każdy dzień, miesiąc, porę roku i jako jedna z (chyba) niewielu pasuje idealnie zarówno do filmowego wieczoru przy rodzinnym wigilijnym stole, jak i przebierankowej imprezy halloweenowej w gronie znajomych. Słowem można ( a wręcz powinno się) oglądać ją jak najczęściej! Choć przede wszystkim jest to kunsztownie poprowadzona makabreska, zawiera również liczne elementy baśniowe. Wzrusza, przeraża, rozbawia czasami do łez, a całości dopełniają skomponowane przez Danny’ego Elfmana utwory, które doskonale wprowadzają w tej specyficzny świąteczny nastrój.

Po prostu nie da się tego nie nucić pod nosem w trakcie pakowania prezentów, sprzątania, ubierania choinki i wykonywania miliona innych ważnych świątecznych spraw. No nie da się po prostu (ja nucę cały czas!).

Jeśli macie denerwujących znajomych to najlepiej zerwijcie z nimi wszelki kontakt, ale jeśli jedyną denerwującą w nich rzeczą jest to, że anime nazywają lekceważąco „głupimi chińskimi bajkami” to puśćcie jakąkolwiek animację autorstwa Satoshi’ego Kona, żeby skutecznie zamknąć im usta. Ponieważ to reżyser wprost wybitny wśród moich propozycji nie mogło więc zabraknąć i jego filmu. Rodzice chrzestni z Tokio to opowieść o trzech tokijskich bezdomnych, którzy w święta znajdują porzucone niemowlę i postanawiają odnaleźć jego rodziców. W trakcie swojej, pełnej dziwnych zbiegów okoliczności, wędrówki przez japońską metropolię muszą zmierzyć się ze ścigającymi ich demonami, rozliczyć się z własną, bolesną przeszłością i zrewidować dotychczasowe życiowe decyzje. Choć Rodzice chrzestni z Tokio nie są typowym radosnym, wesołym filmem świątecznym, idealnie wpasowują się w towarzyszący nam wtedy nastrój – w iście baśniowy sposób następują po sobie kolejne nieprawdopodobne zbiegi okoliczności, a ciężka, momentami przytłaczająca atmosfera rozładowana zostaje rozbrajającym humorem. Film Satoshi’ego Kona to idealna pozycja na świąteczny wieczór, nawet, jeśli średnio przepadacie za japońskimi klimatami.

(Pod żadnym pozorem nie oglądajcie angielskiej trailera do tej produkcji. NIGDY PRZENIGDY! Nawet, jeśli nie wiadomo jak by was kusiło, nie i już, bo to zło straszliwe.)

Cholernie ciężko wybrać swoje „świąteczne top 3”, gdy równie chętnie ogląda się w tym okresie Szklaną pułapkę i Grincha. Ostatecznie padło jednak na zrzędliwego zielonego jegomościa, bo niestety bliżej mi do zgryźliwego, nienawidzącego wszystkich i wszystkiego Jima Carrey’a, niż Bruce’a Willisa w roli niezawodnego Johna McClane’a. Nawet jeśli nie identyfikujecie się z, pragnącym zniszczyć wesoły świąteczny nastrój Ktosiowa, Grinchem, jest to na pewno film na święta wprost idealny – jest śnieg, „cudowna” metamorfoza tego „jedynego złego” w stylu Ebenezera Scrooge’a, przesłodcy mieszkańcy Ktosiowa i uroczy, przyprawiający niemalże o próchnicę, nastrój, a na dokładkę cudownie przerysowany Grinch, którego wprost nie można nie kochać, w tej jego nieco nadętej, całkiem dziecinnej nienawiści. Uroczość nad uroczościami po prostu!

Marcin Pigulak:

Boże Narodzenie i Tradycja mają w sobie trochę z braci Coen – owszem, można wyobrazić je sobie osobno, jednak dopiero we wzajemnym połączeniu osiągają ten unikalny, harmonijny stan. Dekorowanie choinki, przygotowywanie świątecznych specjałów (a następnie, także tradycyjnie, przybieranie pięciu kilogramów wagi w ciągu dwóch dni), zastawianie sideł na Mikołaja… Dobre, sprawdzone metody na udane Święta. Niemniej życie złożone z tych samych, powtarzalnych czynności byłoby zbyt monotonne, dlatego też od kilku lat moja kinomaniakalna strona Bożego Narodzenia sprowadza się do rezygnacji z obcowania wyłącznie z filmowymi szlagierami. A co w zamian?  Nadrabianie zaległości z mijającego roku!

Skoro w wigilię zwierzęta mają okazję przemówić ludzkim głosem, niewybaczalnym błędem byłoby nie spędzić tego czasu z Białym Bogiem w reżyserii Kornéla Mundruczó. Kino zemsty w psim wydaniu? Kupuję to, tym bardziej, że wysoki poziom węgierskiego kina od kilku dekad windowany jest w górę za sprawą tamtejszego arcymistrza, Béli Tarra, a ostatnio również László Nemesa, dostrzeżonego w Cannes za sprawą Syna Szawła – obrazu wyjątkowego w sferze formalnej oraz wstrząsającego pod kątem opowiadanej historii. Czy Mandruczó ze swoją opowieścią o psich mścicielach spełni moje oczekiwania? Czas pokaże, ale mnie i mojego psa na pewno czeka konkretna dyskusja po seansie.

A miało być tak pięknie.. Christoph Waltz i Monica Bellucci w obsadzie, Sam Mendes na reżyserskim stołku, a w scenariuszu klasyczny bondowski motyw walki z diaboliczną organizacją. Ostatecznie próba przeskoczenia nałożonej przez Skyfall Box Office’owej poprzeczki zakończyła się porażką, której widmo zapowiadał rozczarowujący kawałek Sama Smitha. Szkoda, bo dobre kino szpiegowskie spod znaku „Superhero” zawsze jest mile widziane. Istnieje jednak szansa, że tam, gdzie nie spełnił oczekiwań Mendes, poradził sobie Matthew Vaughn ze swoim pastiszowym Kingsmanem. Samuel L. Jackson jako technologiczny geniusz zła? Sam się wstydzę za takie braki na mojej liście. Liczę na akcję, dzięki której zapomnę o talerzu pełnym makowca przed sobą.

Na zakończenie Świąt pozostawiłem sobie zadanie nie tyle ambitne, co dość angażujące czasowo – maraton trzech części spod znaku Jurassic Park zwieńczonych seansem tegorocznego Jurassic World. Wszystkie znaki na niebie i ziemi, w tym opinie znajomych oraz recenzje krytyków, wskazują, że pod koniec ostatniego filmu będę ciskał pilotem w ekran. Nie mogę jednak zrezygnować z wycieczki do świata, który w zdominował moje dzieciństwo w latach dziewięćdziesiątych na tyle, że w podstawówce nie wyobrażałem sobie na pytanie „kim zostaniesz w przyszłości?” udzielić odpowiedzi innej jak „paleontologiem”. Damn you, nostalgio! Wizytę w kinie mogłem sobie odpuścić, ale nadszedł moment ostatecznej konfrontacji. Tym bardziej, że tegoroczne maratony poprzedzające seanse Mad Maxa i Przebudzenia Mocy okazały się świetnymi, angażującymi emocjonalnie przeżyciami. Gaz do dechy i niech Moc będzie ze mną.  

Asia Sikorska:

Rozpoczynając swoją część zestawienia, nie będę oryginalna. Dwa filmy, które uważam za przedświąteczne must see to realizacje kosmicznej sagi, bardzo (i słusznie) ostatnio popularnej! Tak, moi drodzy, Star Warsy są na święta polecenia godne (cytując Yodę!).

Nie chodzi tylko o to, że Przebudzenie Mocy jest świetnym, pełnym akcji, czarującym i wciągającym widowiskiem, nie chodzi nawet o to, że jest grane w kinach w przedświątecznym okresie. Chodzi o to, że podróże kosmiczne zawsze mocno kojarzą mi się z celebracją świąt. Pewnie wpłynęła na to tradycja poszukiwania na niebie pierwszej gwiazdki, może sanie Mikołaja sunące po sklepieniu (nie wiem dlaczego, ale gdy o tym piszę, na myśl przychodzą mi The Simsy. The Sims też są dobre na święta!). W każdym razie – dla mnie nie ma gwiazdki bez kosmosu, a jak kosmos, to, rzecz jasna Star Warsy!

I tutaj, oprócz Przebudzenia Mocy, chciałabym jeszcze cofnąć się do odległych dziejów. Dawno, dawno temu, gdy w odległej galaktyce nie było jeszcze CGI powstała Nowa nadzieja. Był rok 1977, George Lucas nie był jeszcze zblazowanym staruszkiem i postanowił nas uraczyć pierwszą częścią kosmicznej sagi. Dlaczego z siedmiu już gwiezdnowojennych filmów polecam Wam właśnie Nową nadzieję? Otóż, ta część jest zdecydowanie najbardziej baśniowa. Prosty schemat fabularny, oparty na ratowaniu księżniczki Lei wspaniale – moim zdaniem – wpisuje się w baśniowość samych świąt. No i mamy tu jeszcze Hana Solo (który, pamiętajcie, nie zależnie od tego, jaką wersję Nowej nadziei obejrzycie, czy odnowioną cyfrowo czy nie, strzela pierwszy!), i R2-D2, który jakkolwiek BB-8 nie pokona w uroczości to i tak patrzy się na niego z sentymentem.

Ale w żadnym wypadku! W ŻADNYM! Nie oglądajcie świątecznego odcinka Gwiezdnych Wojen, zrealizowanego w latach siedemdziesiątych przez Lucasa. W żadnym! Chyba, że chcecie sobie zniszczyć dzieciństwo i gwiezdnowojenną nostalgię. Nie oglądajcie, ale przez przypadek zamieszczam poniżej link do tego nieszczęsnego epizodu, zanalizowanego przez Nostalgia Critic.

Trzeci film, który jest już po raz kolejny moim obowiązkowym, przedświątecznym punktem filmowym, to Kraina Lodu. Nie ma nic bardziej świątecznego, uroczego i rozśpiewanego niż przygody Elsy i Anny. Niezależnie czy zdecydujecie się na polski czy oryginalny dubbing, czy oglądacie Frozen po raz pierwszy czy sześćdziesiąty pierwszy – jestem pewna, że zgodzicie się, że to najbardziej świąteczny Disney ever. A poza tym jest to, moim zdaniem, Disney w najlepszym wydaniu. Święta powinny mieć moc, a kto może dać jej więcej niż Elsa? Poza tym, biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne, które panują teraz w Polsce, jeśli nie obejrzycie Frozen, możecie w ogóle nie mieć szans dostrzec śniegu!

Żeby połączyć moich świątecznych faworytów – Star Warsy i Frozen – chcę się specjalnie z Wami podzielić przecudownym coverem Let it go!

Dagmara Witkowska:

Wierzę w magię świąt jak Piotruś Pan we wróżki. Mam na tym punkcie bzika i niemal co roku oglądam najbardziej oklepane świąteczne filmy. Zamiast tradycyjnego rankingu będę zmuszona wyłonić przedstawicieli poszczególnych grup, tak wiele jest tych filmów.

Kevin sam w Nowym Jorku. Tak, nie W Domu, choć i tę wersję uwielbiam, jak każdy, to wygrywa Marv wpadający w dziurę w podłodze i chwilę później krzyczący: „Wow, what a hole!” oraz najpiękniejszy sklep z zabawkami i choinka przed Rockefeller Center. Obowiązkowo wersja z VHS-u! Poza tym, to jeden z niewielu filmów, który śmieszy mnie naprawdę za każdym razem i każdą sceną, a biorąc pod uwagę, że oglądam go co roku, to rzeczywiście wyczyn. Nic tak nie bawi, jak spuszczanie manta zbirom przez dziewięciolatka. Tak, war is over, ale lubimy oglądać sadyzm w wersji soft nawet w święta. Ten film zwycięża w kategorii: film akcji/przygodowy. Bo nie ma świąt bez pierwszej części Kevina, ale i Szklanej Pułapki czy Harry’ego Pottera (tak, tak, wszak nie ma ducha Wigilii bez Wielkiej Sali, Hagrida i muzyki Johna Williamsa z pierwszej części).

To właśnie miłość. Bo Brytyjczycy – Hugh Grant, Collin Firth, Liam Neeson, Martin Freeman i kompania. Na tym powinnam zakończyć, bo to przecież zupełnie solidny argument. Słodko-gorzka wielowątkowa opowieść o różnych aspektach miłości, przedstawiona w ciągu 4 tygodni, które najwidoczniej wystarczą, by zakochać się na amen, ale i narobić głupstw, i popsuć trwały związek. Realności w tym niewiele, za to dużo schematyczności i umowności, pozwalającej mózgowi odpocząć od nadmiernego myślenia. To mój ulubiony film z kategorii: miłość na święta w tydzień i w rok. Bo, jak w przypadku Holiday czy Ja cię kocham, a ty śpisz, czasem wystarczy ścisły okres bożonarodzeniowy, by wpaść po uszy, czasem, jak u Bridget Jones, potrzeba na to aż roku. I choć za komediami romantycznymi nie przepadam, tak te filmy, z To właśnie miłość na czele, włączają u mnie tryb: jemioła.

Opowieść Wigilijna. Przewspaniały, niezupełnie dla dzieci, film animowany z niesamowitym Jimem Carreyem! I najlepsze, najdoskonalsze pierwsze zdanie, zarówno samego oryginału Dickensa, jak i filmu Zemeckisa: „Zacznijmy od tego, że Marley zmarł” / „Trzeba zacząć od tego, że Marley umarł” (w tłumaczeniu Polkowskiego). Jeśli do tego dodamy mądry przekaz, cudowną muzykę i oprawę wizualną, a przy tym odrobinę dreszczyku, wyjdzie nam idealny film na Wigilię. W kategorii: bajka, wybija się przed szereg. Dzielnie walczył o pierwsze miejsce z Grinchem, którego jednak doceniłam zaledwie rok temu, za zabawne teksty, które zrozumieją dopiero dorośli, a wizualnie i muzycznie goni go Ekspres Polarny, również Zemeckisa i także w technice CGI (choć nie jest to szczyt marzeń animacyjnych, jest w tym filmie coś zaskakująco uroczego). A jeśli chcecie wiedzieć, jak naprawdę wygląda Gwiazdor, spójrzcie na Tima Allena w Śniętym Mikołaju.

 

Brawo! Przebrnęliście przez listę 15 filmów! Nie pozostaje nam nic innego, jak życzyć Wam wesołych, rodzinnych świąt, wspaniałej atmosfery, śniegu (!!!) i dobrego kina!

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Rozpoznanie: Gwiazdka [Bożoranking]

  1. Wyspy Kultury pisze:

    Dla mnie święta to wszelkiego rodzaju christmas special, głównie produkcji BBC. Oczywiście tym telewizyjny karpiem, czyli najważniejszym programem, jest Doctor Who Christmas Special. Czasem wydaje mi się, że jestem jedyną osobą, która nie znosi Kevina w święta.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s