Międzygalaktyczna podróż poprzez reklamy Gwiezdnych Wojen

Gwiezdne Wojny od dzisiaj królują na ekranach, a pierwsi szczęśliwcy, którym udało się dorwać bilety na nocny seans, zapewne z ledwością powstrzymują się, by nie palnąć jakimś spoilerem w towarzystwie tych, którzy przespali przedsprzedaż biletów i tak jak ja, pod pretekstem niesamowicie ważnych porządków przedświątecznych (książki na półkach same się nie poukładają w misternej, specjalnie na ten rok wymyślonej, konfiguracji) będą za wszelką cenę unikać potencjalnie bogatych w spoilery portali, a najlepiej od razu całego internetu.

Jednak już przed wysypem spoilerów i memów Gwiezdne Wojny na dobre opanowały ekrany naszych komputerów – aplikacje, trailery, plakaty i niezliczona ilość reklam umilały (a może właśnie uprzykrzały – szczególnie, gdy każdy kolejny trailer pozbawiony był Marka Hamilla!) nam oczekiwanie na tak odległy dzień premiery. Momentami można było mieć niepokojące wrażenie, że Darth Vader zaraz wyskoczy z lodówki, szczególnie, że wszędobylskie postaci ze Star Wars znaleźć można niemalże, na co drugim (no dobra, co trzecim) produkcie spożywczym (przeznaczonym dla dzieci) i w całkiem sporej ilości reklam telewizyjnych. Wbrew pozorom jednak nie jest to fenomen związany tylko i wyłącznie z premierą najnowszej części.

 

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce lat osiemdziesiątych pojawiły się pierwsze reklamy produktów z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zaczyna się całkiem obiecująco – pacynka Yody przemawia niczym Tony z Lśnienia, a do kompletu dostajemy dwóch identycznie ubranych chłopców. Kogo nie zachęciłoby to do zakupu miecza świetlnego (jeśli w ogóle kogokolwiek do tego trzeba namawiać)?

Obecnie robi się to nieco inaczej, a ja mimowolnie szczerzę się do ekranu, mam zaciesz na twarzy i wypieki od nadmiaru słodkości w jednej jedynej reklamie. No bo proszę was, małe urocze roboty i jeże?! Popiskujący BB8 i popisujący jeż?! Jakiś głos w głowie mówi mi ciągle „This is the droid you’re looking for”, a ja nie mam zamiaru się mu opierać. Bierzcie wszystkie moje pieniądze i dajcie mi takie cudo! Dostaję zapętlenia reklamowego, a jeśli wy nie, to chyba macie serce z kamienia.

Wspólna pasja łączy pokolenia i stanowi w niektórych relacjach niezbędną nić porozumienia między rodzicem, a dzieckiem. Nieodmiennie sprawa wygląda z Gwiezdnymi Wojnami i niecni twórcy reklam nie omieszkali tego nie wykorzystać i skubanym wyszło to w tym roku niesamowicie dobrze.

 

Reklama Toys”R”Us chwyta za serca nie tylko fanów Gwiezdnych Wojen, ale każdego rodzica, który chciałby zaszczepić w swoim dziecku pasję (ja planuję swojego berbecia od samego początku ubierać w ciuchy związane z Batmanem, ale istnieje minimalne ryzyko, że na złość matce zrazi się do tej postaci i złamie mi serce).

Podobną strategię obrał Walmart, prezentując całą serię krótkich reklam uderzających w czułe, nostalgiczne struny każdego fana. I pamiętajcie – Han shot first!

To już coś więcej niż zwykłe reklamy sklepu, serii, tudzież konkretnego produktu. Zarówno Toys”R”Us, jak i Walmart pokazały pewną ponadczasową magię tkwiącą w Gwiezdnych Wojnach i radość z współdzielenia się swoimi zainteresowaniami w kręgu rodzinnym.

I co niezwykle ważne, robią to wyczuciem, lekkością i humorem. Nie mamy tutaj nachalnej nostalgii, a z Sokoła Millennium nie zwisa karteczka informująca nas o cenie i automatycznie przypominająca o tym, że pasja pasją, ale idź pan do mojego sklepu i kup to dziecku pod choinkę.

Moc jest w Walmarcie silna, co do tego nie ma chyba nikt wątpliwości, ale jeśli jednak ktoś uważa, że to dość słaba kampania…

…to powinno skutecznie zamknąć mu usta ;) (tak, mam powtórkę z BB8 i od dzisiaj tak płuczę co rano zęby, budząc wszystkich domowników, z siostrą posiadającą alergię na Chewbaccę w pierwszej kolejności)

Duracell nie poszedł (tak całkowicie) tropem generacyjnym, ale udźwignął temat z równie dobrym skutkiem ( i pokazał nam nowe wcielenie C3PO w akcji). Pierwsze skrzypce gra oczywiście magia samej serii, którą uprawomocnia jednak niesamowita siła dziecięcej wyobraźni pozwalająca przemienić zwykłe zaśnieżone podwórko w międzygalaktyczną bitwę (no i po co komu drogie gadżety, gdy ze wszystkiego można zrobić miecz świetlny).

No kto by nie chciał własnego Sokoła Millennium. ;)

 

Star Wars to jednak nie tylko filmy i wszelkiego rodzaju związane z nimi gadżety.

 

Gry związane z uniwersum Gwiezdnych Wojen to osobny temat rzeka, ale nie ulega wątpliwości, że wzbudzały wśród fanów równie silne emocje, jak i filmy, co dobitnie stara się nam udowodnić powyższa reklama. Choć urodziłam się prawie dekadę później, jestem w stanie uwierzyć, że i bez wypasionej grafiki możliwość sterowania własnym statkiem kosmicznym daje niesamowitą frajdę.

Premiera Gwiezdnych Wojen: Przebudzenia mocy zbiegła się prawie z premierą gry Star Wars: Battlefront, więc promocja uniwersum była tym większa. Trzeba jednak przyznać, że PlayStation ma smykałkę do robienia reklam, a ta w szczególności wpisuje się w nostalgiczno-magiczny klimat, jaki narósł wokół najnowszego filmu z uniwersum Star Wars.

Nie tylko PlayStation wie jak zrobić dobrą reklamę. Xbox teoretycznie nie musiał się nawet wysilać, bo heloł, kto nie chciałby wcielić się w prawdziwego Jedi i móc nim kierować za pomocą ruchów własnego ciała, a nie jakiegoś tam pada. Totalna magia (przynajmniej w teorii, bo w praktyce nie miałam okazji przetestować) ;). Reklama Star Wars Kinect to świetna trawestacja znanej nam dobrze sceny z Gwiezdnych Wojen IV, a wszystko to dzięki jeszcze-nie-odchudzonemu-ale-i-tak-przystojnemu Chrisowi Prattowi.

I bez tej reklamy dobrze wiemy, że Gwiezdne Wojny nie są zarezerwowane tylko dla chłopców, a dziewczyny równie dobrze poradziłyby sobie z rządzeniem Imperium.

Gwiezdne Wojny nie muszą reklamować same siebie

 

Postaci z Gwiezdnych Wojen wykorzystywane są również w reklamach, które nie dotyczą samej serii. Ich popularność dawno wykracza poza krąg fanowski, a do najbardziej rozpoznawalnych bohaterów należy niewątpliwie mroczny Lord Vader. Wyemitowana podczas Super Bowl 2011 reklama Volkswagena z wyżej wymienionym jegomościem w roli głównej stała się prawdziwym hitem i do dziś jest zapewne jedną z ulubionych reklam nie tylko tej marki, ale również z wykorzystaniem postaci z Gwiezdnych Wojen (może wy uważacie inaczej, ale ja tę reklamę wprost uwielbiam!).

Skoro już przy samochodach jesteśmy, to warto rzucić okiem jeszcze na jeden przykład. Są reklamy dobre i są też całkiem przeciętne. Dodge pokazuje, że nie wystarczy umieścić kultowej melodii i sugestywnie ustawić samochodów, by serca starszych fanów serii zaczęły bić szybciej. No moje przynajmniej nie zaczęło, nawet przez sekundę.

Czasami reklama jest tak słaba, że nawet Yoda nie pomoże, a może to ja nie mam za grosz poczucia humoru.

A może po prostu ciemna strona mocy jest nie tylko bardziej kusząca, ale również i potężniejsza?

 

W tym momencie w mej głowie rodzi się wielki dylemat, gdyż kompletnie nie wiedziałabym kogo, jako swojego duchowego przewodnika po zawiłych ścieżkach polskich dróg, wybrać. TomTom GPS świetnie wykorzystał te dwie, tak charakterystyczne dla Gwiezdnych Wojen, postaci.

Super Bowl i Gwiezdne Wojny rozbudzają w twórcach reklam kreatywność. Adidas postanowił niejako uhonorować jedną z najbardziej rozpoznawalnych scen z IV epizodu Gwiezdnych Wojen w dość kreatywny sposób wplatając w tkankę filmową Daft Punk, Davida Beckhama, Snoop Dogga i wiele innych, znanych postaci. Wyszło dość ciekawie.

Oczywiście nie mogło zabraknąć kategorii produktów spożywczych, które ze sklepowych półek atakują nas wizerunkami ulubionych postaci, kusząc do dokonania zakupu, nawet gdy nie mamy na daną rzecz ochoty – podstępny marketing i tak podświadomie nas do tego zmusi, bo przecież musimy mieć puszkę z Yodą, nawet, gdy ostatecznie wyląduje w koszu na śmieci.
Branża spożywcza razi sobie równie dobrze jak motoryzacyjna i telekomunikacyjna. Bywają liczne wpadki, ale są też reklamy godne uwagi. Ta z Pepsi wybitna może nie jest, ale na miano najgorszej także sobie nie zasłużyła.

Palmę pierwszeństwa w tej kategorii oddać trzeba marce Pringles. Choć i mnie często zastanawiało jak Lord Vader radzi sobie z przyjmowaniem posiłków, a bitwa o chipsy wcale a wcale mnie nie dziwi.

Zbliżają się święta, więc nie mogło zabraknąć również reklamy z ulubionym daniem Kevina samego w domu. Makaron, ser i Darth Vader – któż mógłby się oprzeć? Ja na pewno nie. I szczerze zazdroszczę kolekcjonerskiego pokoju. To moje skryte marzenie, a na widok każdej kolekcjonerskiej półki u kogoś znajomego, wpadam w histeryczny fangirlizm i muszę wszystkiego dotknąć.

Gwiezdne Wojny VII: Przebudzenie mocy wprowadziło na ekrany kin ciekawą, silną kobiecą postać, przemycając nieco feminizmu do Hollywood, zupy Campbell poszły o krok dalej tworząc niesamowicie uroczą reklamę swojego najnowszego, inspirowanego Gwiezdnymi Wojnami, produktu, gdzie w rolę rodziców wciela się dwójka cudownych ojców. Dawno nie widziałam tak dobrze zrobionej, stojącej ponad wszelkimi podziałami, pełnej tolerancji, ucierającej nosa wszelkim homofobom, reklamy. Zdecydowanie jest to mój tegoroczny numer jeden, nie tylko wśród reklam w jakiś sposób związanych z uniwersum Gwiezdnych Wojen.

Od początków reklam z gadżetami, aż po te najnowsze, zupełnie łamiące schematy – przebrnęliśmy przez cały wachlarz reklam związanych w jakiś sposób z Gwiezdnymi Wojnami i choć do żadnych górnolotnych wniosków w związku z tym zestawieniem nie dojdziemy jedno jest bardziej niż pewne – stworzone przez Lucasa uniwersum posiada największe zaplecze marketingowe i wniknęło bardzo mocno do ludzkiej świadomości, osiedlając się w niej na stałe. Nic więc dziwnego, iż nawet nie mając styczności z serią, bez trudu bylibyśmy w stanie rozpoznać najbardziej znane postaci.

Researchu reklamowego dokonała Dagmara Witkowska
Tekstem opatrzyła Marika Kaiser

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s