Kino dla młodych duchem – Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza Ale Kino!

Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza Ale Kino! to wyjątkowa filmowa impreza poznańska – dla młodych, o młodych i przez młodych współtworzona. Od najmłodszych szkrabów po maturzystów, każdy w ciągu trwającego tydzień festiwalu znajdzie coś dla siebie. O najmniejszych i o niemal dorosłych opowiadają prezentowane filmy. I choć ci starsi, zasiadający w jury dziecięcym, czy ci najstarsi od jury młodych, po studentów, którzy wytrwale działają w organizacji i wolontariacie, wprowadzają w ruch tę machinę rozrywki, to i dla tych najmniejszych znajdzie się kiedyś miejsce – wychowywani na filmach tego festiwalu, zapewne jeszcze do niego wrócą.

Duch młodości pewnie jeszcze unosi się nad Multikinem i CK Zamek, bo festiwal dopiero co się zakończył. Jednak nie tylko młodzi regularnie chodzili do kina z rodzicami czy nauczycielami. Gros widzów obecnych na sali, to widzowie dorośli – od świeżo upieczonych absolwentów po Państwa Kalinowskich, bez których żadna szanująca się, duża impreza filmowa nie mogłaby się odbyć. I wiecie co? My też się dobrze bawiliśmy. Część z nas po raz pierwszy na Ale Kino! była w zeszłym roku (tak, tak, przyznajemy się, że niekoniecznie przyciągała nas tematyka kina dziecięcego), gdy razem z piątym rokiem filmoznawstwa redagowaliśmy festiwalowy biuletyn. Część natomiast zna ten festiwal od dziecka, od podstawówki, kiedy to w grudniu nauczycielka zabierała nas na przedpołudniowe seanse – jednak po zakończeniu szkoły przestała chodzić na ten festiwal. Niesłusznie. Być może to kwestia wieku (starość nie radość, studia nie wieczność) lub może dojrzałości, ale dopiero teraz doceniliśmy prezentowane na Ale Kino! filmy. Za dzieciaka woleliśmy pójść na kolejnego Disneya lub Harry’ego Pottera, później pewnie już uznaliśmy się za zbyt dorosłych na kino młodego widza. A podejrzewamy, że tak samo, jak wielu innych pełnoletnich widzów, odkryliśmy, że to filmy, które mogą bawić i uczyć młodych oraz najmłodszych, ale to dorośli zrozumieją w pełni ich wymowę i ukryty przekaz.


Takie cudowne gadżety dostaliśmy w tym roku.
Oczu nie można oderwać, takie to ładne!

Obowiązki nie pozwoliły nam na seanse poranne, kiedy to można przejść się na pokazy dla najmłodszych. Z tego względu trafiliśmy tylko na część przeznaczoną dla widzów powyżej 14 roku życia i nie narzekamy. Nie wszystkie filmy, naszym zdaniem, prezentowały ten sam poziom (Social Suicide, choć nagrodzone, to naszym zdaniem najsłabszy film tegorocznej selekcji dla młodych ze względu na infantylizm scenariusza i słabą grę aktorską, a może nawet łopatologiczne nawiązanie do Romea i Julii).


Jedynym naprawdę miłym akcentem seansu Social Suicide było spotkanie z twórcami,
gdyż okazali się przemili i aż szkoda, że zagrali w tak słabym filmie.

Wszystkie natomiast poruszały tematy osobiste, czasem wręcz intymne i w szerokim kontekście społecznie zaangażowane. Również Tak jak ja, choć wiązaliśmy z nim ogromne nadzieje z uwagi na Aidana Gillena (znanego z roli Littlefingera w Grze o tron) odgrywającego jedną z głównych ról, nieco nas zawiódł, choć nacieszył oczy starannie skomponowanymi kadrami (nazwanymi przez jedną z Komandosek instagramowymi). Z drugiej strony trafiliśmy na Banana, który okazał się przesympatycznym filmem, na którym niespodziewanie dobrze się bawiliśmy, co dopełniło tylko spotkanie z odtwórcą głównej roli.  Ogromnie nas cieszy natomiast dostrzeżenie przez jury Mustanga, który był nie tylko jednym z najciekawszych filmów festiwalu, ale tegorocznego światowego kina. Jeśli tak wygląda tureckie kino, to poprosimy o więcej, gdyż historia pięciu sióstr żyjących w bardzo konserwatywnej, osadzonej w głęboko patriarchalnej kulturze wiosce, oczarowała nas, wzruszyła i wstrząsnęła nie tylko feministycznym wydźwiękiem, ale i lekkością, a zarazem dosadnością przekazu.


Idźcie na Mustanga, koniecznie. Nie uznajemy żadnych wymówek.

Nie sposób w tej relacji wspomnieć jeszcze o dwóch tytułach (chociaż bez wątpienia znacząca większość Ale Kinowych produkcji zasługuje na więcej niż uznanie!), a mianowicie o Stadzie oraz Tańczących Arabach. Oba filmy prezentowane były w sekcji pełnometrażowych obrazów dla młodzieży i oba zostały dostrzeżone przez jury. Beata Gårdeler, reżyserka Stada, uhonorowana została Złotymi Koziołkami, a więc nagrodą przyznawaną przez profesjonalne jury międzynarodowe. I uwierzcie, zasłużenie! Historia o gwałcie na czternastoletniej dziewczynie, której stopniowo mieszkańcy wioski przestają wierzyć w przeżytą traumę, urzeka surowością, właściwą dla kina skandynawskiego, zaskakuje wspaniałym aktorstwem (zarówno tych młodszych, jak i starszych odtwórców ról) i nie pozwala przestać o sobie myśleć. Dla wszystkich tych, którzy ominęli Stado podczas Ale Kinowych seansów mamy dobrą wiadomość – film już niedługo znajdzie się w polskiej dystrybucji.


Dodajcie do tego kadru pokryte śniegiem ponure lasy, przygnębiającą aurę i do kwintesencji skandynawskiego kina współczesnego brakuje nam tylko Madsa Mikkelsena.

Tańczący Arabowie z kolei nagrodzeni zostali przez jury młodzieżowe, w pocie czoła oglądające pełnometrażowe filmy na festiwalu. Z pośród dziesięciu tytułów młodzi ludzie wybrali właśnie  Arabów. Dlaczego? Otóż, ten izraelski film Erana Riklisa, jakkolwiek podejmuje aktualną współcześnie tematykę, jest na wskroś uniwersalny. To obraz, w którym podjęty został temat kulturowych, religijnych i światopoglądowych barier oraz zmagania się z ciężką chorobą. Główny bohater – ponadprzeciętnie inteligentny Arab, przybywa do żydowskiej szkoły, by tam szlifować swoje intelektualne umiejętności. Jako przedstawiciel mniejszości, nie jest mu w placówce łatwo. Nie myślcie jednak, że to film o niesprawiedliwych prześladowaniach, bo tak nie jest! Bohater prędko (może nawet za prędko?) odnajduje się w świecie, zdobywa pierwszą dziewczynę i zaprzyjaźnia się z ciężko chorym, ale nietracącym poczucia humoru Johnatanem. A później jest jeszcze ciekawiej!


Tu sam tytuł sprawia, że czujemy się co najmniej zaintrygowani.

Filmy dla młodego widza to przede wszystkim takie, które opowiadają bliskie jego własnym przeżyciom i problemom, historie. Podczas festiwalu Ale Kino! takich seansów zaliczyć mogliśmy wiele, ale my wybraliśmy dwa, skrajnie różne (zarówno pod względem prezentowanej fabuły, jak i formalnych rozwiązań) tytuły.

Inne dziewczyny w reżyserii Esy Illi zapowiadały się naprawdę dobrze. Choć historia o czterech wchodzących w dorosłość przyjaciółkach brzmi nader banalnie, urozmaicić miał ją fakt, iż inspirację dla filmu stanowiły video-dzienniki dziewcząt. To, co w warstwie formalnej mogło stanowić jego najmocniejszą stronę zostało jednak zupełnie pominięte. Zamiast ciekawego rozwiązania z opowiadaniem swoich przeżyć poprzez medium Internetu dostajemy zupełnie klasyczną narrację, a historia każdej z dziewczyn zamknięta została w osobnym segmencie, któremu odpowiada poszczególna pora roku. Podział filmu na cztery części sprawił, że niejako zanika, tak wyraźnie zaznaczona na początku, więź między bohaterkami. Każda z nich przeżywa swoje problemy w samotności, a wydarzenia, które rozgrywają się  w danym segmencie (niekiedy całkiem dramatyczne, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że dziewczyny dopiero kończą szkołę) nie wywołują żadnych reperkusji w kolejnych scenach.  Esa Illi inicjuje w swoim filmie ważne problemy, ale nie do końca wie jak je pociągnąć i co właściwie ma z nich ostatecznie wynikać. Jeśli oczekiwalibyście ciekawego podejścia do problemów nastolatków, to poczulibyście się potwornie zawiedzeni. Nie jest to film, który należy omijać szerokim łukiem (chociażby ze względu na niektóre ciekawe rozwiązania formalne), ale też nie taki, który warto obejrzeć w kinie. Ot taki, całkiem przyjemny zabijacz czasu (dlatego też zupełnie niezrozumiały jest jego wybór do kategorii „Filmy konkursowe”).


Przyjrzyjcie się dokładnie tej wielkiej przyjaźni tutaj, bo w filmie jej nie uraczycie.

Zupełnie inaczej do tematu bycia nastolatkiem podchodzi film Earl i ja, i umierająca dziewczyna. O jego wyjątkowości świadczyć może nie tylko otrzymana na festiwalu Sundance Nagroda Publiczności i Międzynarodowego Jury, ale również prawdziwe tłumy wygłodniałych widzów, które przybyły na jego seans (sala dosłownie pękała w szwach, co przy festiwalu Ale Kino! nie jest może aż takie dziwne, gdyż niemalże każdy z filmów przyciągał rzesze widzów, jednak przy tym seansie frekwencja była szczególnie duża).
Earl i ja, i umierająca dziewczyna nie jest typowym filmem o nastolatkach, ale i sam Greg, główny bohater, nie jest typowym nastolatkiem – nie chce zawierać w szkole trwałych, wiążących znajomości, dlatego zamiast przynależeć do jednej konkretnego grupy, stara się po trosze zaskarbić sobie zaufanie każdej z nich. Wszystko to w celu bezproblemowego, zupełnie nieangażującego przetrwania w mikroświecie szkolnym. Jego świat i dotychczasowy system wartości zostają jednak wywrócone zupełnie na drugą stronę, gdy mimowolnie musi zacząć spędzać czas z chorą na białaczkę Rachel.
Mocną stroną tej produkcji są zdecydowanie liczne filmowe nawiązania, które, choć w większości przypadków zostają nam podane niemalże na tacy, cieszą oko każdego kinomana. Greg i jego przyjaciel (znaczy się współpracownik oczywiście!) kręcą amatorskie parodie znanych klasyków kina, oś fabuły stanowi stworzenie filmu quasi pożegnalnego/pokrzepiającego dla Rachel, a i sam Greg często niejako w myślach, niejako zwracając się do nas widzów, fantazjuje lub raczej ironizuje, jak potoczyłaby się dana scena, gdyby był to film romantyczny.
Abstrahując jednak od strony formalnej, filmowych smaczków oraz innego, niesamowicie świeżego podejścia do tematu, film Earl i ja, i umierająca dziewczyna nie bez powodu został umieszczony w sekcji „Ludzie dla Ludzi”. Mimo humoru i pewnego dystansu z jakim Greg relacjonuje nam kolejne wydarzenia z czasu spędzonego z „umierającą dziewczyną”, jest to przede wszystkim historia o ludziach, a może nawet i bardziej o samych ludzkich relacjach. Zdecydowanie jest to film godny polecenia!


Nie dajcie się zwieźć tym znudzonym minom (i nie, to nie jest jedna ze słynnych książkowych fototapet).

Filmowy tydzień z Ale kino! minął nam bardzo szybko, zdecydowanie zbyt szybko. Z niektórych seansów wyszliśmy zachwyceni, inne rozczarowały nas do głębi (naturalne ryzyko, gdy ma się do czynienia z filmami, które pierwszy raz można zobaczyć w Polsce, i których część, niestety, nigdy do polskiej dystrybucji nie trafi). Choć ta duża ilość filmów robi ogromne wrażenie, wydaje nam się, że w przyszłości selekcja powinna być bardziej rygorystyczna, tak, aby filmy nie prezentowały jedynie dużego zaangażowania w sprawy bieżące, ale również wysoki poziom artystyczny (nawet najbardziej aktualny problem zostaje strywializowany, gdy na ekranie widzimy marną grę aktorów i spisany na kolanie scenariusz).  Oczywiście jest to zarzut nieznaczny, biorąc pod uwagę gros filmów naprawdę dobrych, jednak takie nieudane seanse potrafią czasami trwale zniechęcić do dalszego współuczestniczenia w festiwalowej zabawie.

Choć Ale Kino! to impreza (przynajmniej z nazwy) skierowana do młodego widza, nie zniechęcajcie się przedwcześnie, nawet, jeśli młodzi jesteście tylko duchem! Różnorodność proponowanych filmów sprawia, że na jednym seansie możecie radośnie wrócić do czasów swojego dzieciństwa, inne wzruszą was do łez (niezależnie od wieku), na niektórych pomyślicie zapewne, że to kino zdecydowanie dla widza dorosłego, a jeszcze inne pozwolą wam wyłapać ukryty przekaz, nawiązania i aluzje, niewidoczne dla młodego kinomana. My bawiliśmy się świetnie i na pewno chętnie powtórzymy tę przygodę za rok!

 

Marika Kaiser

Asia Sikorska

Dagmara Witkowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s