ROZPOZNANIE: HALLOWEEN

Halloween bez filmów w klimacie nie brzmi jak najrozsądniejszy pomysł. Dlatego też proponujemy Wam subiektywny spis tytułów, który umili ten pełen grozy wieczór! Każdy z Komandosów wybrał po trzy pozycje, jak żadne inne nadające się do obejrzenia w tę rzadko powtarzalną okazję. Jesteście gotowi? Zaczynamy!

ASIA SIKORSKA:

  1. Nie wyobrażam sobie Halloween bez wampirów. Po prostu nie. Krwiopijcy, tak jak święto przebierańców, urosły już dawno do rangi symbolu współczesnej popkultury. Rzecz jasna, ile razy można oglądać klasyczne kino wampiryczne, w postaci kolejnych odsłon Draculi? Niewiele – nasza percepcja w końcu się tym znudzi. W seansie Zmierzchu, czy Pamiętnikach wampirów też nie znajdziemy nic halloweenowego, toteż proponuję całkiem nowe, ale za to bardzo halloweenowe spojrzenie na ten temat, czyli koprodukcję amerykańsko-nowozelandzką – film, który w lutym szturmem podbił polskie kina studyjne. Proszę Państwa, czas na Co robimy w ukryciu! Znawców kina wampirycznego zapewniam – czegoś takiego jeszcze nie widzieliście. Osoby, które jedynie okazjonalnie stykają się z kinem wampirycznym zapewniam – nie pożałujecie! Obraz zrealizowany został w konwencji dokumentalnej, a widzowie towarzyszą ekipie filmowej, która uzbrojona w krzyże, zagląda za arkany wampirzej społeczności. Wampiry zresztą, niezmiennie długowieczne i dość samotne, chętnie dzielą się informacjami na temat tego, jak wygląda ich codzienne (czy raczej conocne) życie. Co robimy w ukryciu oferuje wspaniałą rozrywkę, opierającą się o nasze odbiorcze przyzwyczajenia, dotyczące wampirów i z chęcią je dekonstruującą. Co robimy w ukryciu to również film o filmie, film podejmujący próbę rozsadzenia konwencji dokumentalnej. To film zabawny, wciągający, nieoczywisty i – nade wszystko – idealny na Halloween!
  1. Jestem filmoznawcą sentymentalnym, toteż optuję za tym by przed Halloween odświeżyć sobie klasykę. Jaki serial nadaje się do tego najbardziej? Jaki serial oferuje idealne połączenie tajemnicy i suspensu z elementami horroru? Jaki topowy serial niedługo, po wielu latach przerwy, będzie miał swoją kontynuację? Oczywiście, Z archiwum X! No przecież nie powiecie, że przygody niezawodnej pary detektywów – Dany Scully i Foxa Muldera – nie przyprawiały Was w młodości o gęsią skórkę? Mnie przyprawiały, mnie wpędzały pod kołdrę z duszą na ramieniu! Nie gwarantuję, że odczucia z lat nastolęcych się powtórzą, ale gwarantuję Wam, że na pewno poczujecie przejmującą nostalgię, wracając do historii dwojga detektywów, którzy łączą swoje siły, by wyjaśnić niewyjaśnialne (albo skomplikować to, co dawno wyjaśnione)!
  1. A na deser – krótki metraż, czyli hiszpańska Alma. Ta opowieść o małej dziewczynce, która w witrynie sklepu dostrzega przykuwającą uwagę lalkę, na pewno nastroi Was halloweenowo. Bo, c’mon!, co jest bardziej przerażającego niż dziwnie wyglądające lalki? Po seansie Laleczki Chucky z pełnym przekonaniem stwierdzam, że nic.  Alma ma ponadto ten ogromny plus, że nie jest klasycznym horrorem. Prezentowana w tej animacji historia operuje strachem z wyczuciem, powoli budując napięcie. Alma to tylko sześć minut, ale to również sześć minut, o których na pewno nie zapomnicie!

DAGMARA WITKOWSKA:

  1. Nie lubię się bać – nigdy, nigdzie i Halloween nie jest wyjątkiem. Wolę filmy, które śmierć i potwory nocy traktują przedmiotowo, z przymrużeniem oka, trochę infantylnie. Odrobina gotyku, nieco dreszczyku, dużo humoru i jeszcze więcej kiczu. Jeśli przyszedł Wam teraz do głowy Tim Burton – świetnie! Bo jego filmy zajmują 2 miejsca w moim rankingu. Gnijąca Panna Młoda – poklatkowe cudo tego reżysera. Słodko-gorzka opowieść o miłości, zdradzie i przyjaźni, rozkładzie, życiu po śmierci i ingerencji w świat żywych. Nie będziecie się bać, ale możecie liczyć na urokliwie szpetne i pokraczne postacie, nieco ekspresjonistyczną scenografię, specyficzną mroczną wrażliwość i kilka wpadających w ucho piosenek. Rozkład w tej formie wydaje się nawet zabawny.
  1. Obiecane drugie miejsce Burtona – Sok z żuka. Film mojego dzieciństwa, stąd pewnie dorosłość taka spaczona. Prawdopodobnie najlepsza, po Birdmanie, rola Michaela Keatona. Uważajcie, jak prowadzicie, bo możecie do domu wrócić jako duchy własnego mieszkania. Film-przewodnik dla niedawno zmarłych: skąd poznać, że nie żyję? Jak skontaktować się z żywymi? Jak wykurzyć ich z mieszkania? Co zrobić, gdy okaże się, że małe emo lat 80. ma zdolności paranormalne? Wkurzają Was żywi? Po śmierci się wyżyjecie. Turpistyczny urok zaświatów kontra brak wrażliwości ludzi nowoczesnych na tle wyjaskrawionej, schematycznej ikonografii horrorowej.
  1. Oczywiście, Rodzina Addamsów! Ręka do góry, kto nie widział i kto się zgłosił, niech idzie sobie obciąć dłoń. Spoiler alert: odcięta kończyna może zacząć żyć własnym życiem. Addamsowie, zbudowani na aluzjach filmowych, to małe kompendium motywów grozy, a przy tym jedna z najsympatyczniejszych rodzin. W krzywym, nieco upiornym i groteskowym zwierciadle pokazują mit wielopokoleniowej, bogatej rodziny i parodiują naszą fascynację makabrą. Kto nie przebiera się w Halloween i nie ogląda krwawych horrorów, niech pierwszy rzuci w nich dynią… Film familijny, który bardziej bawi dorosłych, a dzieci skieruje na jedyną słuszną drogę czerni, muzyki rockowej i literatury grozy. Na pewno nie będą się jarać Zmierzchem.

MARIKA KAISER:

  1. Jeśli nie lubisz czuć zimnego potu spływającego po karku, włosy stają ci dęba na widok najnowszego zwiastuna filmu o duchach, a przyspieszone tętno lubisz mieć tylko po intensywnym bieganiu, to I’m definitly your man (znaczy się woman, rzecz jasna). Wszelkiego rodzaju nienamacalne zjawiska paranormalne to zdecydowanie nie moja bajka i omijam tego typu produkcje możliwie najszerszym łukiem. Dlatego też swój prywatny halloweenowy maraton filmowy rozpoczęłabym od czegoś nieco bardziej przyziemnego. Sunąca powolnym krokiem, nieco nadgniła i zdecydowanie mało rozmowna horda nieumarłych wtargnęła szturmem na ekrany kin, do gier wideo i seriali, ugruntowując sobie stałą pozycję wśród pozostałych przedstawicieli zamieszkujących nasze senne koszmary. Wszędobylskie zombie wgryzły się na tyle skutecznie w społeczną świadomość, iż niewątpliwie są aktualnie jedną z ikon popkultury. Jak w tym zalewie pragnących naszych mózgów trupów znaleźć swój filmowy ideał na Halloween? Ja stawiam na wybór dość nieoczywisty. Wysyp żywych trupów nie jest klasycznym filmem o zombie, w najmniejszym stopniu nie jest to też horror. Historia rozpoczyna się dość niewinnie: Shaun prowadzi całkiem normalne życie – posiada nudną pracę, leniwego przyjaciela Eda, zrzędliwego ojczyma, matkę, którą rzekomo zaniedbuje i niezadowoloną z ich związku dziewczynę Liz. Jego spokojnej egzystencji nie zakłóca nawet rozprzestrzeniający się w Anglii dziwny wirus, który niemalże paraliżuje stolicę – w jego miasteczku tylko od czasu do czasu ktoś mdleje, próbuje przekąsić gołębia, albo bełkocze coś jękliwym głosem, jednym słowem sielanka. Wszystko zmienia się jednak, gdy Shaun i Ed konfrontują się z jednym z zombie i zmuszeni zostają do tego, by wcielić się w rolę lokalnych pogromców nieumarłych. Reżyser Edgar Wright zmiksował ikoniczne wyobrażenia o zombie z angielskim humorem, tworząc niesamowicie zabawne dzieło, pełne odwołań do słynnych filmów grozy. Jeśli nie lubicie się bać, ale mimo wszystko chcecie należycie świętować Halloween, zdecydowanie warto sięgnąć po ten tytuł.
  1. Odstawmy na bok zombie, wampiry, duchy, wilkołaki i inne znane nam straszne stwory. Czas wziąć na warsztat prawdziwie psychodeliczny kąsek wprost z pokrętnej wyobraźni Davida Firtha. Salad Fingers to zbiór kilkuminutowych animowanych filmików luźno powiązanych ze sobą postacią głównego bohatera – humanoidalnego zielonego stwora o palcach przypominających liście sałaty, którego fascynacją są zardzewiałe łyżki. Brzmi dziwnie, ale jednak całkiem niewinnie. Proponowana przez Firtha podróż do postapokaliptycznego, opustoszałego świata to w rzeczywistości prawdziwy surrealistyczny rollercoaster przez najróżniejsze wizje, dewiacje i lęki, który niczym lepka zimna maź oblepia umysł widza i na długo się w nim zagnieżdża. Mroczny klimat podbudowuje psychodeliczna muzyka, drgający ustawicznie obraz, niedbała kreska i hipnotyzujący głos samego Salad Fingera, który mnie osobiście przyprawia o gęsią skórkę. Jeśli znudziły wam się klasyczne filmy grozy, paradokumentalne horrory, królujące obecnie na ekranach kin, zdecydowanie powinniście zanurzyć się w tę fascynującą, niejednoznaczną wizję.

247918.jpg

  1. Kto choć raz miał styczność z twórczością Tima Burtona wie z całą pewnością, iż jego wyobraźnia nie ma kompletnie granic. Nic wiec dziwnego, iż połączenie Halloween z Gwiazdką przyszło mu z dziecinną wręcz łatwością i zaowocowało stworzeniem mistrzowskiej, łamiącej schematy, ale zarazem łączącej je w uroczo-pokraczny kolaż, animacji. Jack Skellington, najstraszniejszy stwór wśród całej halloweenowej zgrai, znudzony niezmienną formułą ich ponurego święta postanawia zaczerpnąć nieco wesołej, skocznej atmosfery z sąsiadującego z ich światem, bożonarodzeniowego miasteczka. Brzmi to jak całkiem solidny plan, który nie ma prawa się nie udać. Choć The Nightmare Before Christmas (u nas funkcjonujące jako Miasteczko Halloween) nie zostało wyreżyserowane przez Burtona, wyczuć można w nim specyficzny dla jego dzieł baśniowo-gotycki klimat połączony z odrobiną groteski. Zamieszkujące Halloweentown stwory to urzekające osobliwości, które straszą, wzruszają i czasami potrafią nawet rozbawić. Twórcy nie czynią z nich jednowymiarowych postaci, które jedynie stanowią tło dla głównego bohatera całego świątecznego zamieszania. Całego baśniowo-mrocznego klimatu, poza wykonaną z ogromną dbałością animacją, dopełnia niesamowita oprawa muzyczna autorstwa Danny’ego Elfmana, która dodatkowo potęguję tę niezwykłą mieszaninę grozy i groteski.

PAULINA CZERNIAK:

 1. Czy też myśląc „horrory”, macie w głowie tylko kiepskie produkcje, których ocena na popularnych portalach rzadko przekraczają 4 w dziesięciopunktowej skali? Dodajcie do tego jeszcze słowo remake i wygląda jak przepis na najgorszy film, prawda? Ale maraton filmów w Halloween może być okazją do przekonania się, że czasem warto zaryzykować! Jeden z najlepszych remaków horrorów to moim zdaniem Świt żywych trupów z 2004 roku. Unowocześniona wersja klasyki Georga Romero proponuje widzom nie tylko flaki i zombiaki, ale też sprytnie przemyconą dawkę humoru. Zawsze chętnie wracam do tego filmu i gorąco go polecam!

2. Po takiej dawce krwi i mózgów czas na pozycję mniej zanurzoną w osoczu :) W mojej drugiej propozycji brak pojawiających się nagle zjaw czy morderców polujących na niewinne ofiary, ale krótkometrażowy Still Life (mimo że trwa tylko 10 minut) niesamowicie trzyma w napięciu i potrafi nieźle przestraszyć! To pozycja obowiązkowa dla fanów nieoczywistych historii z nieoczekiwanymi zakończeniami! A jeżeli czuliście kiedyś dyskomfort będąc w pobliżu manekinów… cóż, przekonacie się, że wasz lęk jest usprawiedliwiony!

3. Dla ukojenia emocji, wieczór pełen grozy i napięcia najlepiej zakończyć na wesoło. Doskonałą odtrutkę na nazbyt schematyczne scenariusze filmów o grupie nastolatków ściganych przez morderców stanowi produkcja Porąbani. Humor rubaszny, ale utrzymujący się na granicy dobrego smaku i masa zgrabnie wypunktowanych oczywistości fabuł slasherów zapewnią dobrą rozrywkę na koniec halloweenowego maratonu.

MARCIN PIGULAK:

1. Halloween bez oddechu slasherowego mordercy na karku? No way! W tak wyjątkową noc proponuję postawić na wiecznie żywą klasykę, która skutecznie wybije wam z głowy szalony pomysł oddania się w objęcia Morfeusza przed nastaniem niedzielnego świtu – Koszmar z ulicy Wiązów Wesa Cravena (1984). Freddy’ego Kruegera, ukochanego dziecka nieodżałowanej wyobraźni Wesa, przedstawiać specjalnie nie trzeba. Przyjemniaczek w błyskawicznym tempie przedostał się z tradycyjnej krainy snów do królestwa popkultury, stając się bohaterem książek, piosenek (Klik!), gier komputerowych, a także – przede wszystkim! – wdzięcznym obiektem wszelkiej maści sequeli, remake’ów i reboot’ów. Jeżeli obejrzycie pierwszą część, a wam nadal będzie mało obserwowania równie krwawych, co spektakularnych wyczynów Kruegera – bez wahania zabierzcie się za Koszmar z ulicy Wiązów 3: Wojownicy Snów (1987). W moim osobistym kanonie horrorów jedynka i trójka łączą się w podobną jakościowo, zamkniętą dylogię, wybijającą się ponad tasiemcowatość pozostałych odsłon o koszmarnym sąsiedzie z Elm Street.

2. Wiem, że polecanie filmowego przerażacza znad Wisły może wydać się próbą sabotowania przeze mnie halloweenowego wieczoru. No bo faktycznie, Polacy nigdy nie byli mistrzami w kręceniu nawet europejskiej odmiany horroru, jednak istnieje taki tytuł, który pozwala spojrzeć na ich wysiłki łaskawszym okiem. Wilczyca w reżyserii Marka Piestraka to film leciwy, bo z 1982 roku, ale w dalszym ciągu sprawnie wkręcający widza dzięki swojemu mrocznemu charakterowi, sygnowanego pieczęcią jakości stylu Edgara Allana Poe. Kacper Woliński, patriota i uczestnik powstania styczniowego, w życiu osobistym dokonywał równie nieudanych wyborów, wiążąc się węzłem małżeńskim z kobietą spod znaku Ciemnej Strony Mocy. On ją ostatecznie wyklina, ona umiera… Ale czy aby na pewno? Właśnie tutaj wilczyca pogrzebana. W każdym razie seans obrazu Piestraka to dobra okazja, aby posłuchać horroru w naszym, dobrym bo polskim, języku. Wreszcie Wilczyca pozwala zapoznać się z twórczością człowieka, który jako jeden z nielicznych naszych reżyserów nie bał się wejść na pole minowe w postaci czystego kina gatunków. Spektakularnych klap nie brakowało (z niesławną Klątwą doliny węży na czele), ale w przypadku Wilczycy Piestrak wyszedł z tej wycieczki obronną ręką.

3. Uważacie się za fanów kina wampirycznego? W takim razie zapraszam na czerwony szlak dla prawdziwych wymiataczy – seans Wampira Carla Theodora Dreyera! Ten czarno-biały, niemy staroć, pochodzący ze wczesnych lat 30., nie ma w sobie fabularnej wyrazistości, oferowanej przez Nosferatu Murnaua lub Draculę Toda Browninga i Karla Freunda, jednak to nie historia jest główną siłą tego onirycznego, niepokojącego obrazu. Wyszperajcie z otchłani internetu kopię w satysfakcjonującej jakości, wyłączcie światło w pokoju i zanurzcie się w płynącej z ekranu srebrnej poświacie, a odkryjecie, że prawdziwa potęga filmu nie tkwi w tym, CO się opowiada, ale JAK się to robi. Magia kina. Ciary gwarantowane.

Vampyr

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s