NIE PISZĘ POD PUBLICZKĘ – WYWIAD Z JAKUBEM ĆWIEKIEM

Człowiek o niezwykle szerokiej gamie zainteresowań, znawca popkultury, miłośnik muzyki rockowej, ale przede wszystkim jeden z najpopularniejszych pisarzy fantastycznych w Polsce. Zadebiutował w 2005 roku cyklem opowiadań o nordyckim bogu kłamstwa – Lokim – który szybko wkroczył do panteonu najbardziej rozpoznawalnych bogów w popkulturze. Większość roku spędza w „drodze”, jednak podróże nie kolidują z jego pracą twórczą. W przeciągu ostatnich dziesięciu lat powołał do życia tak oryginalnych bohaterów jak motocyklowy gang rodem z Nibylandii w cyklu „Chłopcy”, czy rockowego superbohatera, tytułowego „Dreszcza”.

W tym roku mija dziesięć lat od Twojego literackiego debiutu, czyli pierwszego Kłamcy. Jak oceniasz z perspektywy czasu zmiany na polskim rynku literackim?

Bardzo ciężko stwierdzić, w jaki sposób to wygląda, ponieważ ja się niespecjalnie rynkowi przyglądam. Staram się patrzeć na to troszeczkę szerzej, czyli obserwuję wszystko, co się dzieje w popkulturze. Rynek książkowy jest tylko małą jej częścią, tym bardziej rynek fantastyczny.
Trochę też odstawiłem na bok obserwowanie polskiej sytuacji. Wiem jednak na pewno, że sporo dzieje się w tematyce kryminałów, zyskują popularność, co mnie bardzo cieszy. Szczególnie to, że zasłużone triumfy święci obecnie Marcin Wroński, absolutnie fantastyczny pisarz, którego twórczość śledziłem jeszcze wtedy, gdy zaliczał się do grona autorów fantastyki. Są to bardzo fajne zjawiska.

A jeśli miałbyś spojrzeć ogólnie na rynek polski, na popkulturę?

Myślę, że popkultura ma się całkiem nieźle, chociaż, w pewnym stopniu, ciągle jej się obawiamy – cały czas trochę wstydzimy się jej i w tym tkwi problem; autorzy mają dziwne przeświadczenie, że popkultura jest czymś nie w pełni wartościowym. Pamiętam to bardzo dobrze i do dziś mam z tego powodu ogromny żal do Szczepana Twardocha – który gdzieś tam wyrasta z naszego środowiska – że w pewnym momencie zaczął mówić o tym, iż literatura nie potrzebuje popu. Guzik prawda. Wszystko, co tak naprawdę jest istotne w literaturze i co rzeczywiście wpłynęło na pokolenia, to jest pop. Spójrzmy chociażby na Biblię, która została napisana w taki, a nie inny sposób, czy też na twórczość Szekspira. To wszystko, to właśnie jest pop.

Nie masz takiego wrażenia, że ludzie mają do popu bardzo ambiwalentny stosunek? Że nie jest on czymś obojętnym?

To jest o tyle zabawna sprawa, że tak naprawdę wszyscy mamy do czynienia z popem, tylko przyjmujemy go albo świadomie, albo nie. W tym drugim wypadku ludzie zaczynają nam wciskać coraz łatwiejszą papkę. Bo popkultura – jak wszystko zresztą – może być zarówno dobra, jak i zła. I to nieświadome przyjmowanie papki sprawia, że zaczynamy utożsamiać popkulturę, jako zjawisko, z tymi absolutnie najgorszymi, skrajnymi przypadkami. Z jednej strony częścią kultury masowej, ogromnie niestety w tej chwili ważną, są te wszystkie durne programy telewizyjne, ale z drugiej strony popkulturą zdecydowanie był na przykład Ray Bradbury, który przed tym przestrzegał, więc wszystko zależy od świadomości odbiorcy. Natomiast, tak jak mówię, cieszy mnie to, że pojawiają się autorzy, którzy się przebijają i potrafią pisać to, co naprawdę chcą. A jednocześnie trafiają do szerokiego grona odbiorców! Zygmunt Miłoszewski jest dla mnie kimś takim. Zobacz, on zaczął i zadebiutował horrorem. Potem dopiero napisał kryminały, no a ostatnio książkę w stylu Dana Browna, właściwie krok po kroku pokazując, że można trafić do szerokiego grona odbiorców. Pisać książki popularne i przy tym absolutnie niegłupie, co generalnie jest moim zdaniem absolutną podstawą. I szczerze mówiąc jest masa książek, które są zarówno popularne, jak i niegłupie.

Czyli chodzi poniekąd o tę dwukodowość dzieła? Mamy ten odbiór, nazwijmy to, prosty i ten głębszy, dzięki któremu odnajdujemy różne odniesienia do innych dzieł kultury?

Myślę, że to nawet więcej niż dwukodowość. Umberto Eco mówił kiedyś bodajże o warstwowości takich historii i najlepszym tego przykładem może być jego własne „Imię Róży”. Możesz przeczytać tę książkę jako zwykły kryminał i będzie okej. Możesz ją przeczytać jako kryminał z podłożem historycznym i będzie super. Możesz przeczytać to jako pewną dyskusję na tematy filozoficzne i znowu działa. I tak dalej. Im więcej tak naprawdę wnosisz jako odbiorca, tym więcej wyciągasz z danej książki. I to jest właśnie fajnie skonstruowana, dobra popkultura, której oczekuję i za którą
wyglądam. Ale żebyśmy mogli coś takiego zrobić, musimy mieć twórców, którzy mają ambicje, aby tworzyć dobrą popkulturę. Nie wstydzą się tego i nie są z tego powodu ignorowani.

Czyli musimy też zmienić nieco nasz własny odbiór popkultury?

Tak, to zawsze jest najistotniejsze. Kultura masowa opiera się na odbiorcy. Jest pod tym względem fajna, jeżeli twórcy podejdą do niej uczciwie. To znaczy – ja chcę opowiedzieć dobrą historię, ale nie chcę opowiadać historii, którą wszyscy bezkrytycznie wezmą. To jednak jest troszeczkę różnica. Nie piszemy pod publiczkę, ale piszemy z uwzględnieniem tego, dla kogo dana opowieść powstaje. Opowiadamy naszą historię i to jest najważniejsze. Jeżeli coś takiego nastąpi, a widać, że już następuje w niektórych przypadkach, to wtedy popkultura będzie tylko zyskiwać.

ćwiek2

Dobrze, że zeszliśmy na temat popkultury, gdyż chciałam Cię zapytać o „Papieża sztuk”. Tytuł nowego Kłamcy to oczywiste nawiązanie do Andy’ego Warhola. Czy ma to jakieś przełożenie na sposób kreowania książki? Czy, niczym prorok popu, przesuwasz w niej pewne granice i bawisz się z czytelnikiem?

Tak, takie właśnie było założenie tej książki. To znaczy, Kłamca miał do opowiedzenia pewną historię. Najważniejszym celem było dla mnie zamknięcie jej w tych czterech tomach i zakończenie jej na tym etapie. I kiedy już ją zakończyłem, mogłem wrócić do pewnych rzeczy, do pewnych zjawisk, o których chciałem w tym cyklu poopowiadać od samego początku. Jednym z nich jest właśnie to, w jaki sposób odbieramy literaturę popularną. W jaki sposób ona może się z nami bawić. Andy Warhol potrafił to robić w sposób niezwykły i myślę, że nawet bardziej niż wizualna wartość jego dzieł, kluczowe jest, co one nam przekazują i w jaki sposób rzeczywiście mówią o popkulturze. O tym, czym ona jest, do czego się sprowadza i tak naprawdę – co może być sztuką. Dlatego też bardzo sobie cenię twórczość Warhola i chciałem to tutaj w odpowiedni
sposób, z jednej strony prześmiewczy, z drugiej jednak będący czymś na kształt hołdu, przedstawić.

Jakie więc formy „sztuki” możemy zobaczyć w nowym Kłamcy?

Nie chciałbym psuć niespodzianki, bo myślę, że dosyć kluczowe jest, aby każdy czytelnik odkrywał to sam. Zaimponował mi kiedyś Joss Whedon jednym z odcinków „Buffy”, który stworzył. Dosyć modne było wtedy robienie odcinków musicalowych, ale były one w każdym serialu trochę oderwane od fabuły. To znaczy, że nie pasowały jakoś specjalnie do całej reszty i były po prostu takim musicalowym przerywnikiem. Joss Whedon natomiast uzasadnił fabularnie wszystko to, co dzieje się na ekranie i dlaczego bohaterowie nagle zaczynają śpiewać. Oczywiście miał to trochę ułatwione w takim, a nie innym świecie, ale z drugiej strony wykorzystał to ułatwienie najlepiej jak to było możliwe. I właśnie przez to naprawdę fajne! Strasznie mi zależało, by napisać coś takiego – żeby wszystko, co dziwnego dzieje się w książce, każdy wpływ na narrację i tak dalej, miały swoje fabularne uzasadnienie.

Ten rok to chyba rok wielu powrotów – wróciłeś do „Ciemność płonie”, stworzyłeś kolejną książkę z uniwersum Kłamcy – czy ciężko ci się rozstać z dawnymi bohaterami, czy też masz już w głowie pomysły na kolejne postaci?

„Ciemność płonie” bardzo chciałem wznowić od dawna, bo jest to dla mnie ogromnie ważna książka. Czytelnikom także brakowało jej na rynku, często mnie o nią dopytywali. A że trwało to naprawdę długo, czasami było już naprawdę ciężko fizycznie odpowiadać w kółko na to samo pytanie. Z drugiej strony, oczywiście, mnogość pytań mobilizowała i sprawiała, że musiałem coś zrobić. Towarzyszyły temu, pod wieloma względami, problemy techniczne. Były też pewne niezgodności, jakie w tym temacie miałem z wydawcą, ale wreszcie udało się dotrzeć do momentu, w którym mogłem przenieść powieść do nowego wydawnictwa. I cieszę się bardzo, że to nastąpiło. Zależało mi na tym, żeby spojrzeć na tę książkę troszeczkę z dystansem, po czasie sprawdzić, czy rzeczywiście opowiada ona tę historię, którą chciałem przekazać. Okazało się, że tak właśnie jest. Oczywiście wydana została z bardzo drobnymi poprawkami. Nanieśliśmy te rzeczy, których ja nie byłem w stanie zrobić w satysfakcjonujący sposób wcześniej, na przykład wstawki w języku śląskim. W tej chwili są one poprawione dzięki temu, że poznałem Marcelego Szpaka, który bardzo mnie ratuje w przypadku Dreszcza. Tłumaczy on wszystkie wypowiedzi Alojza i robi to naprawdę w fenomenalny sposób. No i teraz zadziałał także tutaj,  w związku z czym w dużym stopniu uwiarygodnił „Ciemność płonie”. Jednocześnie dopisałem kilka historyjek pokazujących moje inspiracje, które bardzo mocno interesowały odbiorców. Natomiast jeśli chodzi o powrót do uniwersum Kłamcy… Wróciłem do niego już w zeszłym roku. To nie był duży problem, ponieważ te historyjki ciągle gdzieś tam siedzą mi w głowie. Od dawna szykowałem się do tego, żeby przygotować coś z okazji dziesięciolecia. Nie wiedziałem jednak, że ten powrót przyjmie tak szaloną formę. Miałem jednak wstępny zarys, więc nowa książka powstawała dokładnie tak jak wczesne opowiadania o Kłamcy. Cieszy mnie to, ponieważ było to trochę domknięcie pewnego rozdziału. Nie znaczy to, że już nigdy nie powrócę do postaci Lokiego, bo cały czas miewam różne drobne pomysły, ale jednak w pewien sposób doprowadziłem moją i Kłamcy historię do pewnego końca. Na szczęście wyglądał on właśnie tak.

Skoro już wspomniałeś o opowieściach dworcowych. Planujesz nawiązać w jakiś sposób w przyszłych książkach do swoich przygód z PKP?

Nie wiem, ciężko mi teraz jednoznacznie stwierdzić. Nawiązałem do pociągu w Dreszczu i pomysł na to pojawił się nagle, zupełnie znikąd. Chciałem kiedyś napisać opowiadanie o pociągu jadącym z Przemyśla do Szczecina. To jest chyba jedna z najdłuższych tras w Polsce, o ile nie najdłuższa właśnie. W opowiadaniu tym bohaterowie nie mogą opuścić pociągu, ponieważ są zaplątani w pętli czasowej do momentu, w którym nie rozwiążą jakiegoś zadania. Może się więc okazać, że zanim wpadną na to, o co chodzi, będą jechać przez wieczność… Potem jednak uznałem, że nie jest to materiał na długą opowieść, zatem skumulowałem wątki i wprowadziłem je do „Dreszcza”.

Zawsze ciekawiła mnie jedna kwestia: światy, w których osadzasz swoje książki to dobrze nam znana rzeczywistość. Czy nie myślałeś żeby kiedyś zabawić się w Boga i stworzyć coś zupełnie nowego?

Nie wierzę w nowe. Tworzenie świata, nawet od podstaw, opiera się na pewnej bazie, którą już posiadamy – na naszych ograniczeniach. Bardzo lubię background rzeczywistości, ponieważ jest to dobra odskocznia, można się od niej odbić, można się do czegoś odnieść. Natomiast niespecjalnie ciągnie mnie w stronę światów fantasy budowanych od początku do końca, ponieważ nie chciałbym robić nic na siłę, a nie mam jakiejś wyraźnej wizji tego typu. Nie mam zresztą wielkiej pokusy, żeby rzeczywiście tworzyć świat od podstaw. Inna sprawa, że niespecjalnie kojarzę jakikolwiek świat stworzony od początku do końca. Niemal wszędzie widać inspiracje tolkienowskie, a i Tolkien czerpał z konkretnych historii. Sama więc rozumiesz…

Czyli nie da się po prostu stworzyć świata zupełnie od nowa?

Uważam, że jesteśmy w pewien sposób ograniczeni. Po pierwsze słowami, po drugie kulturą. Sapkowski kiedyś o tym mówił. Zastanawiał się, czy w naszym wymyślonym świecie król może się nazywać królem, skoro nie było tam takiej, a nie innej historii i genezy słowa. W związku z tym po prostu niespecjalnie mnie w tę stronę ciągnie.

Na koniec wróćmy może jeszcze do Kłamcy. Jest on w końcu gwiazdą tegorocznego Pyrkonu. W czym, według Ciebie, tkwi fenomen Lokiego, nie tylko tego stworzonego przez Ciebie, ale ogólnie postaci, która jest tak chętnie wykorzystywana przez twórców?

To jest fenomen trickstera w ogóle. Trickster, czyli oszust, który łamie zasady, bo może i uważa to za zabawne. Buntownik, czyli postać, która generalnie każdego, kto nigdy nie łamał zasad, a przecież zawsze kusi, zaciekawia w bardzo mocny sposób. Jest w tym troszeczkę zazdrości, ale i podziwu. Wszyscy ci bohaterowie, którzy są na granicy prawa, są trochę nieprzewidywalni. Właśnie z powodu tej nieprzewidywalności są to postaci, które fajnie umieścić w powieści.
Nigdy nie wiemy, w jaki sposób mogą się potoczyć ich losy i tak dalej. Natomiast Loki wziął się stąd, że kultura nordycka i wszystkie związane z nią historie mają bardzo duży wpływ na całą kulturę anglosaską, która w obecnej chwili jest ogromnie ważna dla całej popkultury. W związku z tym to się jakby krok po kroku niesie.

Czy w związku z dziesięcioleciem Kłamcy planujesz dla fanów jakieś inne niespodzianki? Wiem, że myślałeś nad ekranizacją. Czy prace w tej sprawie postępują, czy na razie wszystko owiane jest jeszcze tajemnicą i nie możesz nam nic zdradzić?

Nigdy nie wspominałem o tym, że będzie ona gotowa na dziesięciolecie. Na pewnym etapie prac nie widać żadnego progresu, ponieważ to są prace przygotowywane po cichu i nie są specjalnie efektowne. Na pewno pierwsze pomysły obsadowe będą bardziej interesujące dla otoczenia, ale do nich też dotrzemy. Na pewno w pewnej chwili wyskoczymy z crowdfundingiem, bo chcemy w ten sposób zebrać część funduszy na ten film. Chcemy go stworzyć sami i na własnych zasadach. Absolutnie nie chcemy, żeby jakoś specjalnie blokowano nas cenzurą bądź polityką konkretnego producenta. Zależy nam, by była to historia od początku do końca nasza, więc w związku z tym wcale się nam nie spieszy. Obecnie jednak wraz z Agatą Rudniewską przygotowuję scenariusz, mamy też parę pomysłów reżysersko-technicznych na to, kto, gdzie i czym się zajmie. No
i to sobie stopniowo płynie. Ale tak, przygotowuję też jeszcze kilka niespodzianek.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Rozmowę, której zapis ukazał się w specjalnym wydaniu „Regularnika Drugiej Ery”, przeprowadziła Marika Kaiser

Autorzy zdjęć: Karolina Stefańska / Mateusz Rybicki

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s